– Tak sobie myślę, że taka wiara to w sumie rzecz głupia i chyba nie całkiem potrzebna, wiem pan? – Młody spojrzał na mnie jakby czekając na jakąś błyskotliwą odpowiedź w stylu „wszystko będzie dobrze, trzeba w to wierzyć”
– Tak myślisz? Znaczy uważasz, że wiara nie ma sensu? – zaciekawiło mnie nagłe podniesienie tematu
– No nie bardzo, bo po co wierzyć w coś czego nie ma?
– Hmmm… ciekawy początek rozmowy, w zasadzie to zawiera dwie różne rzeczy – wiarę jako zjawisko i podmiot, lub przedmiot wiary, oraz jego istnienie. Nie uważasz, że można by to rozdzielić? – zaintrygował mnie nie ukrywam.
– A dlaczego chce pan to rozdzielać? Przecież jedno zależy od drugiego chyba, prawda?
– To kwestia zdefiniowania, czym według ciebie jest wiara a czym jej podmiot, lub przedmiot?
– Aha! Znaczy ja wiem, że można wierzyć w różne rzeczy, ale niekoniecznie one są prawdziwe. Czym innym jest wiara, że będzie klasówka z matematyki, a czym innym wiara w wymyślone bóstwa w które jacyś ludzie każą nam wierzyć żeby trzymać władzę nad innymi ludźmi.
„Wiara to przekonanie oparte na dowodach, świadectwach, lub autorytecie” Oxford English Dictonary
– Zadam ci pytanie zatem, dlaczego moża wierzyć w zbliżającą się klasówkę z matmy, a nie powiedzmy w chrześcijańskiego Boga?
– A czemu pan pyta akurat o chrześcijańskiego Boga? Mówiłem ogólnie o bóstwach.
– Ano dlatego, że po pierwsze żyjemy w kręgu kultury chrześcijańskiej, nie hinduskiej, po drugie w naszym kraju, wiara w bóstwa kojarzy się z wiara w Boga Biblii w ujęciu rzymsko katolickim. – uśmiechnąłem się lekko
– Jest pan katolikiem? Bo to chyba jedno i to samo co chrześcijaństwo prawda?
– Nie, dlatego nie będę posługiwał się nazewnictwem i pojęciami stricte z tej denominacji, tylko Biblią, jako głównym autorytetem według którego pozostałe źródła muszą być podporządkowane.
– No dobra – chłopak wyraźnie się rozluźnił – bałem się, że będzie pan mi klepał te same bzdety co katechetka
– No tego nie zagwarantuję. Po pierwsze nie wiem co wam mówiła, po drugie możemy mieć podobne źródło, przynajmniej powinniśmy mieć – tym razem uśmiechnąłem się szerzej – to czym według ciebie jest wiara i dlaczego mam wierzyć że ta klasówka będzie?
– No to proste, wierzę że klasówka będzie, bo od początku roku wiadomo, że na koniec działu jest klasówka. Natomiast wiara w Boga jest nieracjonalna, bo go w żaden sposób nie widać i nie mamy dowodów jego istnienia.-
Czyli opierasz się w swojej wierze w klasówce na autorytecie nauczyciela i doświadczeniu własnym oraz kolegów i koleżanek, a w przypadku Boga uważasz, że taka wiara jest ślepa i irracjonalna?
– Dokładnie tak! Wiara w bóstwa jest nieracjonalna i w żaden sposób nie można jej udowodnić! – chłopak był wyraźnie zadowolony ze swojego wywodu.
„Kiedy dowody na poparcie jakiejkolwiek tezy czerpiemy ze świadectw innych osób, nazywamy je dowodami wiary i stanowią znaczną część naszej wiedzy” Isaac Watts „Logika, czyli właściwe użycie rozumu w poszukiwaniu prawdy” 1725rok
– Czyli żeby wierzyć w sprawdzian musisz mieć dowody że będzie, a w Boga nie masz dowodów wiec nie da się wierzyć?
– Dokładnie!
– To powiedz mi proszę, czym według ciebie jest wiara w Boga? – byłem coraz bardziej zaciekawiony nadchodzącą argumentacją, wiedząc też czego mogę się spodziewać
– Wiara jest wtedy kiedy nie mamy żadnych dowodów, na istnienie czegoś, to jest takie moje rozumienie wiary w Boga. Chodzi o przyjęcie czegoś bez dowodów.
– W moim rozumieniu wiary w Boga, w ujęciu biblijnym, bo na Słowie Bożym się opieram, wiara nie polega na wierzeniu w coś na co niema dowodów, ale opiera się na wiarygodności i zaufaniu do świadectwa innych. Im więcej świadków, tym łatwiej weryfikowalne są ich zeznania i tym silniejsza staje się twoja wiara. Ba, często są to świadkowie nieprzychylni chrześcijaństwu.
– Nieprawda, wiara w takim razie według pana to całkowite zawierzenie komuś lub czemuś pomimo braku na to dowodów materialnych? – wyraźnie dążył do konfrontacji
– Ależ nie! Wiara w moim rozumieniu, wynikającym z lektury Słowa Bożego, sprowadza się do pewności i zaufania, to podstawowa idea. To co mówisz to ślepa wiara z bezpodstawnym zaufaniem i jako takie, to określenie pojawiło się dopiero w XIX wieku i w jakiś sposób jest dziwnie powiązane z teoriami ewolucyjnymi, teoriami dowodowymi, a przecież one także opierają się na wierze w nieistniejące ogniwa łańcucha!
– No chyba pan się zagalopował!, przecież teoria ewolucji to nauka a nie wiara! – mój rozmówca był wyraźnie rozbawiony.
– No chyba nie bardzo, powiedz mi coś, odpowiedz teraz Ty na kilka pytań, pozwoli to nam na głębsze rozumienie mojej wiary opartej na przekonaniu dobrze?
– Jasne, nie mogę się po prostu doczekać – młodzieniec nawet zaczął ironizować, znaczy, czuje się pewnie
– Powiedz mi wierzysz w teorię ewolucji?
– Nie musze wierzyć, to nauka są dowody! – teraz śmiał się otwarcie
– A powiedz mi widziałeś moment w którym z niebytu martwego świata wyłoniła się pierwsza żywa komórka?
– Nie mogłem tego widzieć to było bardzo dawno temu!
– A widziałeś jak z morza na ląd wypełza pierwszy płaz? Może znasz jakichś świadków tego?
– No co pan przecież mówię ze to zbyt dawno temu było!
– To może byłeś świadkiem zejścia praczłowieka z drzewa, jeśli to w ogóle miało miejsce?
– Też nie – wyraźnie się stropił
– To na jakiej podstawie wierzysz w te rzeczy? – zapytałem z delikatnym uśmiechem
– Bo naukowcy są o tym przekonani i są wykopaliska i skamieniałości i….
-Zaraz, zaraz – przerwałem – owszem są skamieniałości ale nie ma żadnego pełnego łańcucha ewolucji ani jednego gatunku zwierzęcia! Opierasz swoją wiarę na autorytecie innych ludzi, którzy swoje odkrycia często ubarwiają, modelują lub wręcz fałszują! Nie wiemy też tak na pewno w jaki sposób owe skamieniałości powstawały
– Jak to fałszują? Co teraz pan wymyśla?! – wydawał się nieco wzburzony, moją paradoksalnie, niewiarą…
– A wiesz, że nie ma żadnych dowodów na konstrukcję, kolor, teksturę, czy przeznaczenie tzw. pierwszych piór u potencjalnych praprzodków ptaków? To interpretacje artystyczne, nie mówiąc o tym że na bazie tych samych szczątków rysowano różne morfologicznie istoty.
– No na pewno, tak sobie wzięli i wymyślili żeby o tym uczyć według pana tak?
– Nie do końca. Słyszałeś o tzw „zarodkach Haeckla”?
– To chyba jak się człowiek rozwija z komórki że ma ogon i tak dalej?
Gdy on to powiedział w swojej obronie, Festus odezwał się donośnym głosem: Jesteś szalony, Pawle! Wielka uczoność doprowadza cię do szaleństwa. Ale on odpowiedział: Nie jestem szalony, dostojny Festusie, ale głoszę słowa prawdy i rozsądku. Król bowiem, przed którym śmiało mówię, wie o tych sprawach, gdyż jestem przekonany, że nic z tych rzeczy nie jest przed nim ukryte, ponieważ nie działo się to w jakimś zakątku. Czy wierzysz, królu Agryppo, prorokom? Wiem, że wierzysz. – Dzieje Apostolskie 26:24-27
– To jest kłamstwo, które ostało przygotowane by spreparować dowody na ewolucję zarodkową człowieka, wiedziałeś o tym? Pewnie nie, a jednak podobnie jak w przypadku matematyki i klasówki, oparłeś swoją wiarę na autorytecie naukowców mających literki przed nazwiskiem, prawda?
– Jakie literki?
– Skróty od tytułów naukowych – uśmiechnąłem się mimo woli
– W sumie tak! Opieram się na ich autorytecie!- Mimo że oni również nie byli świadkami owej ewolucji? Nie obserwowali jej, jednak każą wierzyć w jej przebieg, żeby pasował do założenia które przyjęli przed rozpoczęciem badań, to także wiara, tylko na podstawie swobodnie zinterpretowanych wskaźników. Przecież ja właśnie o takiej wierze w Chrystusa mówię, o wierze na podstawie dowodów, zeznań, świadectw i wskaźników.
– Noooo…faktycznie, ale mają dowody
– Mają fragmenty dowodów, które interpretują w wybrany sposób, chociaż można je intepretować inaczej.
– Za to przynajmniej myślą krytycznie, a nie odrzucają krytycznego myślenia żeby wierzyć w farmazony!
– Farmazony? – zdziwiłem się nagłą zmiana tematu – Co uważasz za owe farmazony?
– No w bóstwa, wróćmy do tego bo pan pojechał po naukowcach, a mi chodziło o brak sensu wiary w bóstwa.
– Znaczy według ciebie taką wiarę praktykuje się, gdy nie ma na coś dowodów?
– Oczywiście, poza tym po co stawiać jedną wiarę ponad inne?
– Ano tu dochodzimy do sprecyzowania, to co ty proponujesz jako określenie wiary, wymagałoby dodania modyfikatora „ślepa”. Mówisz o ślepej wierze, ona nie jest wiarą w ujęciu biblijnym, to nie jest wiara w Chrystusa.
Lecz Pana Boga uświęcajcie w waszych sercach i bądźcie zawsze gotowi udzielić odpowiedzi każdemu, kto domaga się od was uzasadnienia waszej nadziei, z łagodnością i bojaźnią. – I Piotra 3:15
– A pan znowu, że niby są dowody na istnienie Boga. – chłopak zaczął kręcić głową, jakby nie wierzył w to co słyszy
– No tu musimy odnieść się do źródła, jeśli pozwolisz. Wiesz, że w grece Nowego Testamentu, określenie wiara to forma słowa „pistis”?
– Angielskiego się uczę tylko, skąd mam wiedzieć takie rzeczy?
– „Pistis” oznacza coś co wzbudza zaufanie i wiarę, to uznanie czegoś za prawdziwe i godne zaufania, a inna forma oznacza ustalenie lub potwierdzenie prawdy, zatem wiara w tym ujęciu to ustalenie i potwierdzenie prawdy która wzbudza zaufanie. Widzisz różnice między ujęciem twojej definicji „ ślepej wiary” a wiary biblijnej wymagającej potwierdzenia?
– No niby tak ale co z tego wynika?
– Ano to, że owa „pistis” zawsze jest poparta dowodami, a nie działa w oderwaniu od nich, tymczasem większość innych religii opiera się zachęcaniu do akceptacji dogmatów i twierdzeń bez odwoływania się do jakichkolwiek dowodów.
– Ale to chyba już nie wiara tylko udowodnienie jakiegoś przekonania, nie sądzi pan?
– Owszem, nie sądzę – uśmiechnąłem się – zwyczajnie wiara w ujęciu biblijnym, to nie jest irracjonalny fakt do którego chcemy na siłę przekonać, ale oparta na dowodach pewność. Wiara w ujęciu chrześcijańskim, oparta na Biblii, to nie jest zawieszenie krytycznego myślenia i oddanie się dzikim fantazjom. Słyszałeś o berejczykach?
– A w życiu, nic nie kumam….
– Nie miałeś o nich nawet słowa na lekcjach religii? No cóż, oni nie wierzyli w nic, póki nie sprawdzili w pismach Starego Przymierza, czy to faktycznie jest zgodne z naukami, opierali się na źródłach, badali fakty, odwoływali się do świadków godnych zaufania. Oni nie uwierzyli w Ewangelię na podstawie przeczuć, podszeptów serca, przemyśleń filozoficznych. Oni uwierzyli bo dokładnie badali Prawdę.
Zaraz w nocy bracia wysłali Pawła i Sylasa do Berei. Kiedy tam przybyli, weszli do synagogi żydowskiej. Ci byli szlachetniejsi od tych w Tesalonice, gdyż przyjęli słowo Boże z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się sprawy mają. Wielu więc z nich uwierzyło, również niemało wpływowych greckich kobiet i mężczyzn – Dzieje Apostolskie 17:10-12
– To coś słaba ta ich wiara skoro potrzeba było dowodów – chyba odrobina złośliwości wkradła się w naszą rozmowę.
– Wręcz przeciwnie, ich wiara wzmacniała się z każdym dowodem, a wszystko co było niefalsyfikowalne, było przez nich odrzucane niczym trucizna w zdrowej nauce, jako coś co niszczyło zdrową wiarę.
– Sam pan mówi że to falsyfikat! – wydawało się, że złapał mnie w tym momencie
– Ależ nie, falsyfikalność to zdolność teorii lub hipotezy do bycia obaloną poprzez negatywną weryfikację empiryczną poprzez dokanane eksperyment lub obserwację, według Karla Poppera – nauka nie udowadnia prawdy ostatecznie, lecz eliminuje fałszywe twierdzenia. To robili berejczycy, przykładali wzorzec by uniknąć wiary w kłamstwo.
– No okej chyba przypisałem znajomo brzmiącemu słowu inne znaczenie.
– Mamy coraz mniej czasu na zajęciach więc powiem Ci jeszcze coś na temat wiary dobrze?
– No dobra bo niedługo wracam na lekcje.
– Znowu wróce do ujęcia chrześcijańskiego, bo to dla mnie baza, fundament i punkt wyjścia w kwestii owego twojego „bóstwowiarstwa” – uśmiechnąłem się mimowolnie – Wiara, ta nasza chrześcijańska składa się z trzech wątków – poznania, przekonania i zaufania. Tworzą pewny ciąg logiczny, bo jakże mieli uwierzyć w Chrystusa nie słysząc o Nim? Najpierw musimy usłyszeć, aby wiedzieć do czego jesteśmy przekonywani przez Boga za pomocą narzędzi jakimi są ludzie. Istotna jest owa pełna miara przekonania, ważne jest zdobycie i poznanie wiedzy, to właśnie poznanie Ewangelii. – po chwili ciągnąłem dalej – Przekonanie dotyczy umysłu, że poznane rzeczy są prawdziwe, tu konieczne jest owo wspomniane rozeznanie, oparcie na świadkach, dowodach. Wszystkie wydarzenia z Ewangelii oparte są właśnie na nich, na świadkach ich relacjach, a przekonanie później także na dowodach archeologicznych. Różnica między „zwykłą wiarą” która towarzyszy nam codziennie gdy rano wstajemy wierząc że grawitacja wciąż działa, albo że padający deszcz ożywi roślinność a nie ją zabije, a „wiarą zbawiającą” polega na treści tego w co wierzymy. Jako chrześcijanie wierzymy świadectwu Boga Żywego.
– Ostatni element to zaufanie, to oddanie się w opiekę Bogu, który jest we wszystkich suwerenny, nawet kiedy nie jesteśmy w stanie pojąć ani Jego istoty, ani Jego woli i oparcie swojej pełnej nadziei na Nim!
– No tak, widzę, że jest pewna różnica w pojęciu które ja miałem, a które pan przedstawia – z pewnością nie było to łatwo mu przyznać
– Wiara nasza, chrześcijańska, nie może być ślepa i przychodzi dzięki poznaniu. To nie jest kwestia filozoficznych spekulacji, ponieważ wierzy faktom co do których istnieje pewność. Nie jest niepraktyczna, ponieważ całą sobą opiera się na prawdzie objawienia. Moja wiara jako chrześcijanina jest przekonaniem, pełnym i podpartym dowodami i świadectwami, że tylko Chrystus jest tym, kto zapowiedział że wykona to co obiecał. Jest oczekiwaniem pełnym zaufania.
– A niewierny Tomasz?
– Niewierny Tomasz jest przykładem, że wiara opiera się także na dowodach, że sam Jezus nie zbył go ale pozwolił namacalnie dotknąć swoich ran. Rozumiesz? Namacalnie nie był ciałem astralnym, duchem czy jakąś plazmą. On była ciałem które Tomasz mógł dotknąć, zbadać i wobec świadków, którzy też to widzieli uwierzyć potwierdzając słowami „Pan mój i Bóg mój”
A Tomasz, jeden z dwunastu, zwany Didymos, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. I powiedzieli mu inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. Lecz on powiedział do nich: Jeśli nie zobaczę na jego rękach śladów gwoździ i nie włożę mego palca w ślady gwoździ, i nie włożę mojej ręki w jego bok, nie uwierzę. A po ośmiu dniach jego uczniowie znowu byli w domu, a Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i powiedział: Pokój wam. Potem powiedział do Tomasza: Włóż tu swój palec i obejrzyj moje ręce, wyciągnij swoją rękę i włóż ją w mój bok, a nie bądź bez wiary, ale wierz. Wtedy Tomasz mu odpowiedział: Mój Pan i mój Bóg! Jezus mu powiedział: Tomaszu, uwierzyłeś, ponieważ mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Ewangelia Jana 20:24-29
– Jak widzisz nawet jeden z tych którzy znali i widywali Jezusa osobiście nie chciał opierać się na ślepej wierze. Nie tylko namacalnie się przekonał, ale Jezus uczynił zarówno z niego jak i tam obecnych świadkami namacalności Prawdy która głosił. Zauważ jeszcze jedną rzecz – Jezus pojawił się między nimi nagle, nie wchodząc drzwiami, stanął niczym duch, a jednak jego ciało było namacalne, wiesz o czym to świadczy?
– Nie mam pojęcia – chłopiec wzruszył ramionami
– Że Chrystus Jezus, był Bogiem nie tylko zmartwychwstałym, ale w Jego naturze podlegały Mu wszelkie prawa fizyki świata, który sam stworzył, dając zebranym ludziom kolejny dowód wzmacniający ich wiarę przez obserwację. My czytając ten fragment prześlizgujemy się wzrokiem skupiając na „niewiernym” Tomaszu, nie zauważając powagi opisanego dowodu. Dowodu wiary tych, którzy będąc świadkami, nieśli dalej Jego świadectwo. – Pamiętasz? – powiedziałem cicho pochylając się w jego stronę – Wiara zaczyna się ze słyszenia – uśmiechnąłem się patrząc jak wstaje i odchodzi na kolejną lekcję
Każdy bowiem, kto wezwie imienia Pana, będzie zbawiony. Jakże więc będą wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak uwierzą w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszą bez kaznodziei? Jakże też będą głosić, jeśli nie zostaną posłani? Jak jest napisane: O jak piękne są nogi tych, którzy opowiadają pokój, tych, którzy opowiadają dobre rzeczy! Ale nie wszyscy byli posłuszni ewangelii. Izajasz bowiem mówi: Panie, któż uwierzył naszemu głoszeniu? Wiara więc jest ze słuchania, a słuchanie – przez słowo Boże. Pytam jednak: Czy nie słyszeli? Ależ tak: Po całej ziemi rozszedł się ich głos i na krańce świata ich słowa. – List do Rzymian 10:13-18
Krystian Wojtkowiak
