Czy moje życie jest spójne z Ewangelią, którą głoszę? To bardzo ważne pytanie. Myślę, że nieraz każdy z nas sobie je zadał. Kiedy głosimy Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie to często myślimy – mogłem powiedzieć więcej, lepiej, mogłem zachować się inaczej albo powiedziałem coś tak, że odbiorca mógłby poczuć się urażony, dlatego nie chce słuchać. Pojawia się wiele obaw, czy mówić o Chrystusie, a jak już chcemy powiedzieć to nie wiadomo od czego zacząć. Zdajemy sobie sprawę, że zaraz zostaniemy ocenieni przez słuchających. Przy głoszeniu od razu następuje powiązanie nowiny z głoszącym.
Czy posłuchalibyśmy człowieka żyjącego w jawnej niemoralności, posiadającego kochankę lub będącego człowiekiem nad wyraz chciwym, ale jednocześnie co niedziele głoszącym o wspaniałości Chrystusa? Byłoby to trudne. Zastanówcie się jak wiele razy zdarzało się Wam głosić Ewangelie, która przez słuchaczy przyjmowana była z uśmiechem politowania albo niewybrednymi komentarzami w waszym kierunku. Żarty, drwiny, docinki. Może, ktoś stwierdzał, że w tym musisz mieć jakiś ukryty interes albo werbujesz do swojej sekty. Przykładowo pewna znajoma naszej rodziny z przekąsem stwierdzała: Tylko wasza rodzina będzie zbawiona. Po którymś razie, osobistych przytykach pojawia się widoczne zniechęcenie ludźmi.
Czasem można także zostać obrażonym z powodu wiary w Chrystusa. Prześladowania studzą entuzjazm, pojawiają się wątpliwości. Ponadto pojawiają się ludzie, którzy słysząc ewangelię tylko czekają, aby złapać głoszącego na jakimś potknięciu i wykorzystać je przeciwko wierze.
Jeszcze inna sprawa, kiedy ludzie słysząc głoszoną ewangelię mówili, że to nie może być tak i to musi być jakiś błąd a to co mówicie urodziło się wraz z Augustynem, Marcinem Lutrem czy protestancką herezją i nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. Biblia? Kto jest mądry, żeby to zrozumieć? Może jakiś biskup, co studiował pół życia teologię w Stanach, on wie z pewnością lepiej. Nie zrozumcie mnie też źle, daleki jestem od głoszenia antyintelektualizmu, ale pewne utarte schematy myślowe często sprawiają, że ludzie nawet nie skupiają się na przekazie jaki niesie za sobą dzieło Chrystusa od razu stwierdzając, że go nie zrozumieją. Głoszącego uważają za człowieka pysznego i zarozumiałego. Rozważając dzisiejszy fragment zauważycie, że nie tylko wy napotykacie takich ludzi na swojej drodze. Spotykali ich także apostołowie a dzięki fragmentowi II rozdziału listu do Tesaloniczan mamy wgląd w postawę i świadectwo życia Pawła. Jego zachowanie wytrącało broń z ręki wrogom chrześcijaństwa. Spójność Jego głoszenia, misji i postaw życiowych powinny być dla nas przykładem i zachętą.
Przeczytajmy I List do Tesaloniczan II rozdział wersety od 1 do 12.
2:1 Albowiem sami wiecie, bracia, jakie było przyjście nasze do was, że nie było ono daremne, 2:2 Ale chociaż przedtem, jak wiecie, w Filippi ucierpieliśmy i byliśmy znieważeni, to jednak w Bogu naszym nabraliśmy odwagi, by w ciężkim boju głosić wam ewangelię Bożą. 2:3 Albowiem kazanie nasze nie wywodzi się z błędu ani z nieczystych pobudek i nie kryje w sobie podstępu, 2:4 Lecz jak zostaliśmy przez Boga uznani za godnych, aby nam została powierzona ewangelia, tak mówimy, nie aby się podobać ludziom, lecz Bogu, który bada nasze serca. 2:5 Albowiem nigdy nie posługiwaliśmy się pochlebstwami, jak wiecie, ani też nie kierowaliśmy się pod jakimkolwiek pozorem chciwością; Bóg tego świadkiem, 2:6 Nie szukaliśmy też chwały u ludzi ani u was, ani u innych, 2:7 Chociaż jako apostołowie Chrystusa mogliśmy być w wielkim poważaniu; przeciwnie, byliśmy pośród was łagodni jak żywicielka, otaczająca troskliwą opieką swoje dzieci. 2:8 Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy. 2:9 Wszak pamiętacie, bracia, trud nasz i mozół; pracując nocą i dniem, aby dla nikogo z was nie być ciężarem, głosiliśmy wam ewangelię Bożą. 2:10 Wy jesteście świadkami i Bóg, jak świątobliwe i sprawiedliwe, i nienaganne było postępowanie nasze między wami, wierzącymi. 2:11 Wszak wiecie, że każdego z was, niczym ojciec dzieci swoje, 2:12 Napominaliśmy i zachęcali, i zaklinali, abyście prowadzili życie godne Boga, który was powołuje do swego Królestwa i chwały.
2:1 Albowiem sami wiecie, bracia, jakie było przyjście nasze do was, że nie było ono daremne,
Apostoł zwraca się teraz od dziękczynienia za świadectwo wiary Tesaloniczan do świadectwa jakie dał wraz z towarzyszami, którzy wraz z nim głosili w Tesalonice. Przywołuje wspomnienie swojego pobytu przeciwko tym, którzy być może nie podważali jego apostolstwa, ale insynuowali, że postawa Pawła daleka jest od służby prawdziwemu Bogu i pobożności. Jednak Apostoł stwierdza, że przecież wizyta ta nie była bezowocna, owoców nawrócenia doświadczali adresaci co było niepodważalnym faktem. Wskazuje to, że przesłanie głoszone przez Pawła i jego towarzyszy nie pochodziły od niego samego, ale prawdziwym jego autorem był Bóg. Paweł odwraca perspektywę i zwraca uwagę odbiorców od Bożego działania w Tesaloniczanach do Bożego działania w nim oraz spójności głoszenia i Jego postawy.
2:2 Ale chociaż przedtem, jak wiecie, w Filippi ucierpieliśmy i byliśmy znieważeni, to jednak w Bogu naszym nabraliśmy odwagi, by w ciężkim boju głosić wam ewangelię Bożą. 2:3 Albowiem kazanie nasze nie wywodzi się z błędu ani z nieczystych pobudek i nie kryje w sobie podstępu
W dziejach apostolskich w rozdziale 16 możemy bliżej poznać co właściwie wydarzyło się w Filippi. Na głoszących ewangelie z powodu żydów spadły ogromne prześladowania. Zostali obdarci z szat, pobici i trafili do więzienia. Upokorzenie misjonarzy sięga zenitu. Pretorzy po cichu chcą zwolnić Pawła. Jednak w wersecie 37 16 rozdziału Dziejów Apostolskich Paweł mówi:
Paweł zaś rzekł do nich: Wychłostawszy nas, obywateli rzymskich, publicznie bez sądu, wrzucili nas do więzienia; teraz zaś potajemnie nas wypędzają? Nie, niech raczej sami przyjdą i wyprowadzą nas.
Zauważcie, ile w Pawle jest złości, goryczy na to co się stało. Kiedyś obywatelstwo rzymskie było przepustką do wielu miejsc, otwierało wiele drzwi i możliwości. Z Rzymianami każdy się liczył a szczególnie ustanowione przez Rzym władze. Nie może puścić tego płazem. To trochę tak jak dzisiaj z obywatelami Ameryki. Kiedy gdzieś na świecie amerykanom dzieje się krzywda to rząd USA i opinia publiczna stają na głowie, aby ukarać winnych. Pretorzy dowiadując się, że Paweł jest rzymianinem rozumieją jaki błąd popełnili. Upokorzyli, wychłostali i zamknęli w więzieniu bez procesu ludzi, którzy mają bardzo mocne prawa. Mogą mieć przez apostoła kłopoty. Pawła bardzo mocno dotyka ta sytuacja: walka zewnętrzna i wewnętrzna staje się coraz wyraźniejsza. Wracając do tego co pisze tesaloniczanom można dojść do wniosku, że nikt, kto nie miałby Bożego wsparcia i działał dla Boga, po takich przejściach byłby w stanie zaraz ponownie narażać się na niebezpieczeństwo. Zebrać się na odwagę mimo narastającego niepokoju, aby głosić Chrystusa. W ciężkim boju misjonarze głoszą odważnie, podnoszeni Bożym powołaniem.
Paweł daje też odpór tym, którzy twierdzili, że jego głoszenie tak jak głoszenie wędrownych mówców, które wywodzi się z błędu, ma za zadanie podstęp czy jest powodowane nieczystością.
Jan Kalwin w Komentarzu pisze Trzy terminy, których używa, można, jak się wydaje, rozróżnić w ten sposób: oszustwo może odnosić się do istoty doktryny, nieczystość do uczuć serca, podstęp do sposobu działania. Po pierwsze, mówi więc, że nie zostali oszukani ani narzuceni przez błędy, kiedy przyjęli rodzaj doktryny, która została im przez niego przekazana. Po drugie, deklaruje swoją uczciwość, ponieważ nie przyszedł do nich pod wpływem nieczystych pragnień, ale kierowany wyłącznie uczciwym usposobieniem. Po trzecie, mówi, że nie uczynił nic oszukańczego ani złośliwego, ale wręcz przeciwnie, wykazał się prostotą godną sługi Chrystusa. Ponieważ te rzeczy były dobrze znane Tesaloniczanom, mieli oni wystarczająco mocny fundament dla swojej wiary.
2:4 Lecz jak zostaliśmy przez Boga uznani za godnych, aby nam została powierzona ewangelia, tak mówimy, nie aby się podobać ludziom, lecz Bogu, który bada nasze serca. 2:5 Albowiem nigdy nie posługiwaliśmy się pochlebstwami, jak wiecie, ani też nie kierowaliśmy się pod jakimkolwiek pozorem chciwością; Bóg tego świadkiem, 2:6 Nie szukaliśmy też chwały u ludzi ani u was, ani u innych,
Paweł odwołuje się do swojego powołania przez Boga. Nie może być prawdą żaden z zarzutów, ponieważ Paweł służy Bogu, który powołał go do głoszenia. Boga też wzywa na świadka, ponieważ Bóg zna i widzi wszystko to, co jest ukryte przed oczami mających wątpliwości. Apostoł i jego towarzysze nie głoszą by podobać się ludziom, ale temu który ich powołał. Podobanie się ludziom, to bardzo częsty zarzut stawiany tym, którzy wywołują poruszenie społeczne. Dalecy są misjonarze od zwykłego populizmu. Paweł zaznacza, że głosił nie po to by przeciągnąć kogoś sprytną mową dla własnych korzyści czy zakrywając szczytnymi pobudkami własną chciwość. Paweł zdaje sobie sprawę, że bywa przez niektórych ludzi w społeczności stawiany na równi z wędrownymi kaznodziejami, oratorami, którzy sztuczkami mowy i kunsztem zwodzili słuchaczy. Omamiali oni tłumy wywodami pragnąc władzy, sławy i bogactwa.
2:7 Chociaż jako apostołowie Chrystusa mogliśmy być w wielkim poważaniu; przeciwnie, byliśmy pośród was łagodni jak żywicielka, otaczająca troskliwą opieką swoje dzieci. 2:8 Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy.
Wyciąga Paweł argument potwierdzający Jego uniżenie dla Ewangelii oraz szczerość intencji. Odwołuje się do swojego apostolstwa, które nadawało mu pewne określone prawa i status w kościołach. Paweł sam siebie nie nazwał apostołem a powołany został do tego przez Jezusa Chrystusa. Mógł w kościele rządzić i dzielić twardą ręką, odbierać honory i domagać się należnego mu szacunku i posłuszeństwa. Jednak nie czyni tak dla dobra ewangelii. Apostoł opisuje swoją postawę porównując ją do matki/ pielęgniarki karmiącej swoje dzieci. Paweł niczym karmicielka żywił i otaczał opieką wierzących w Tesalonice w najcięższych chwilach nie oczekując niczego w zamian. Miłość matki do dziecka jest miłością bezwarunkową, nie oczekuje nagród i pochwał, nie oczekuje niczego w zamian. Nie kierowała Pawłem chciwość czy pragnienie chwały a miłość do ludzi, którym głosił prawdę. Prawdę o ich grzesznym życiu i jedynej nadziei zbawienia w Chrystusie. Kierowała nim pokora a nie pycha. Także w dzisiejszym świecie zapominamy, że wyrazem troski i miłości nie jest mówienie miłych rzeczy, które chcą być słyszane. Mówienie prawdy o Bożej sprawiedliwości i łasce Chrystusa, która ma moc wyzwolić człowieka z niewoli grzechu nadal wywołuje zgorszenie. To właśnie czynili apostołowie, to czynili prorocy, to czynili chrześcijanie. Naoczni świadkowie tych wydarzeń nie mogli powiedzieć, że przesłanie mija się z postawą głoszących. Było całkowicie spójne.
2:9 Wszak pamiętacie, bracia, trud nasz i mozół; pracując nocą i dniem, aby dla nikogo z was nie być ciężarem, głosiliśmy wam ewangelię Bożą. 2:10 Wy jesteście świadkami i Bóg, jak świątobliwe i sprawiedliwe, i nienaganne było postępowanie nasze między wami, wierzącymi.
Apostoł nie tylko nie korzystał swoich przywilejów wypływających z miejsca jakie zajmował w kościele, ale także sam pracował na swoje utrzymanie a przy tym głosił Ewangelię. Frame w komentarzu pisze: Pracowali nie przez całą noc i dzień (accus.), ale w ciągu nocy i dnia (gen.). Celem tej nieustannej pracy (πρὸς τὸ μή II 3:8, 2 Kor. 3:13) było uniknięcie nakładania na nawróconych indywidualnie lub zbiorowo ciężaru finansowego. ἐργαζόμενοι (ergazomai) oznacza okoliczności towarzyszące głoszeniu. Podobnie jak w Koryncie (1 Kor. 4:12, 9:6), gdzie nie było wielu mądrych, potężnych lub szlachetnych, tak i w Tesalonice (2 Kor. 3:8 i nast.), gdzie nawróceni byli głównie ludźmi pracy, Paweł uznał za konieczne pracować swoimi rękami (4:11, 1 Kor. 4:12, Ef. 4:28) za wynagrodzenie.
Mając prawo do utrzymania przez zbór, misjonarz postanawia dla nikogo nie być ciężarem i sam. Postanowił pracować ramię w ramię z innymi przy tym służąc im Słowem Bożym. Wszystkim dał się poznać jako człowiek święty, sprawiedliwy, pracowity i pobożny. Kolejny raz odwołuje się do naocznego świadectwa ludzi, którzy z nim przebywali i widzieli, jak żyje. Paweł wskazuje na Boże pochodzenie Ewangelii, które można potwierdzić nie tylko wspaniałym nawróceniem Tesaloniczan, ale także postawą głoszących. Trud i mozół nie spowodowały zniechęcenia a podwójna praca przyniosła owoc. Przesłaniu o Jezusie towarzyszyło święte i nienaganne życie, co wskazywało na spójność nowiny i życia. Niejako Paweł przeciwstawia się religijności żydów czy pogan, gdzie tej spójności całkowicie brakowało a ożywionemu podnieceniu towarzyszyła cielesność i ceremonialność.
2:11 Wszak wiecie, że każdego z was, niczym ojciec dzieci swoje, 2:12 Napominaliśmy i zachęcali, i zaklinali, abyście prowadzili życie godne Boga, który was powołuje do swego Królestwa i chwały.
Wcześniej opisywał swoje działania podobne do matki, karmicielki, pełne czułości i bezwarunkowej miłości, teraz Paweł opisuje swoją postawę jako postawę ojca. Ojciec daje poczucie stałości, stabilności, bezpieczeństwa a jego miłość jest warunkowa. Paweł w swoich i rolach, dawał to czego dana społeczność w tym momencie potrzebowała. Wszystko to robił, ponieważ centralnym punktem jego życia było przesłanie Ewangelii i Boże powołanie. W miejscu, gdzie religia zarówno z pogańskiej jak i żydowskiej strony ograniczała się do wypełniania określonych przepisów, odmawianiu modlitw, udziału w liturgii połączonej z mistycyzmem Paweł przesłanie Ewangelii mocno wiąże z owocem pobożnego życia.
Misjonarze nie tylko sami tak żyli, ale także zachęcali do tego innych co jest jawnym kontrastem dla innych religii. Co możemy wyciągnąć dla siebie z dzisiejszych rozważań? Przez ten fragment poznaliśmy świadectwo apostoła głoszącego Dobrą nowinę. Postawę pełną miłości, ale i stanowczości pośród przeciwności, prześladowań, zwątpienia. Świadectwo spójności życia z Bożym powołaniem i głoszonym przesłaniem. Misjonarze przez to jak żyli wśród tych którym głosili, dali mocny fundament Ewangelii. Ich życie nie było przyczyną zgorszenia czy odrzucenia dobrej nowiny. W naszych czasach wielu ludzi wynosi na piedestał znanego teologa Karla Bartha. Jego teologia została okrzyknięta teologią, w której centrum stoi Chrystus. Wielki człowiek, geniusz teologiczny głoszący dobrą nowinę o Chrystusie. Zachwytom nie byłoby końca, gdyby nie fakt, że człowiek ten przez prawie 40 lat mieszkał pod jednym dachem z żoną i kochanką. Ewangelicy na swojej stronie zamieścili artykuł na temat Bartha, opowiadający o Jego osiągnięciach, życiu, ale też wspominający o jawnym moralnym rozdwojeniu teologa. Pozwolę sobie zacytować jeden z komentarzy pod artykułem. ,, Jakich czytelników ma przyciągnąć ten tytuł? Bardzo mylący, dla mnie nie do przyjęcia w konfrontacji ze spuścizną Karla Bartha, zniechęcający do lektury jego dzieł (skoro jego moralność jest podejrzana). Chyba nie taka była intencja piszącego ten tekst.
„ Szczery komentarz, prawdziwy komentarz. Czy mam poznawać spuściznę człowieka, który żył w jawnym grzechu. Jego niespójne, jawnie niemoralne życie nie zachęca do poznawania jego ,,duchowej spuścizny”.
Tesaloniczanie patrząc na Pawła i jego współtowarzyszy widzieli ludzi pobożnych, stroniących od grzechu, żyjących w pokoju i pokorze. Temu świadectwu nie mogli zaprzeczyć, nie mogli go podważyć, ponieważ życie i przesłanie apostołów było spójne. Co widzą ludzie, którym głosimy ewangelie?
Jakie świadectwo dajemy żyjąc wśród wierzących i niewierzących?
Czytając ten tekst powinniśmy sobie zadać pytanie czy nasze życie spójne jest z głoszoną przez nas dobrą nowiną.
Czy nasze życie, postawy i wybory są odbiciem Bożej chwały i świadectwem żyjącej w nas Dobrej Nowiny, którą głosimy. Jest to dobry moment do zbadania swojego sumienia. Na swojej drodze spotykamy różnych ludzi. Często będą oni tylko szukać pretekstu, aby podważyć to co mówimy na temat chrześcijaństwa czy wiary. Dlatego właśnie tak ważne jest, aby zadawać sobie pytanie co widzi człowiek, któremu głoszę. Czy moje życie daje dobre świadectwo chrześcijańskiego życia.
Autor: Łaski
